Erasmus + melisa

Jedną z ważniejszych rzeczy na jakie patrzyłam idąc na studia była możliwość jechania na wymianę międzynarodową. Nie do końca jestem w stanie określić, dlaczego tak bardzo mi na tym zależało. Może była to perspektywa uczenia się rzeczy, których nigdy bym się nie nauczyła w Polsce. Może kwestia studiowania w innym języku, poznania nowych ludzi i ich kultury, jedzenia, klimatu, krajobrazu, architektury…nie mam pojęcia.

Ostatecznie wybrałam kierunek „Edukacja artystyczna w zakresie sztuk plastycznych” na naszym Opolskim Uniwersytecie. Od razu na starcie poznałam świetnych ludzi, nowych znajomych, przyjaciół i najlepszych wykładowców na świecie. Pierwszy rok zleciał bardzo szybko, ale nie zapomniałam ani na chwilę o Erasmusie. Jak tylko zaczął się nabór zaczęłam wariować – jakie dokumenty trzeba złożyć? Czy trzeba zdawać jakiś egzamin z języka? Czy zajęcia za granicą będą w ogóle w języku angielskim? Do jakich krajów mogę jechać?

Po drodze oczywiście namówiłam parę osób do wyjazdu. A ja sama teraz czekam. Czekam na dokumenty, na zakwaterowanie, na transport, a tak dla przypomnienia – jest już połowa października.

Jestem świadoma swojego nieogarnięcia jeżeli chodzi o takie codzienne, małe rzeczy, międzyludzkie relacje, ciągłe spóźnianie się itp, ale rzeczy, na które są konkretne, nieodwoływalne terminy, i które trzeba załatwić – załatwiam.

Uczelnią partnerską, którą wybrałam jest Accademia di Belle Arti di Carrara we Włoszech. Reakcja praktycznie każdej osoby na ten kraj była podobna: „Ojaa, Włochy… zawsze chciałam/łem tam pojechać”, „Tam jest tak ślicznie”, „Chciał(a)bym jechać z tobą”. Tak, Włochy są śliczne, jest tam ciepło i tak dalej, jednak na ten moment nie chce mi się już tam jechać.

O Erasmusie mówi się zawsze, że jest to idealna okazja, żeby właśnie poznać ludzi, świat, żyć trochę inaczej i rozwinąć skrzydła. I tak, to oczywiście prawda, ale to nie wszystko. Przed wyjazdem trzeba załatwić stertę dokumentów: zgodę rektora, dziekana, zamienić przedmioty ze swojego kierunku w polsce na te, z uczelni partnerskiej, podpisać milion zgód i w końcu podpisać umowę – wiadomo, czym byłby świat bez papierologii. Wydawałoby się, że prościzna, kilka podpisów i w drogę, otóż (cytując klasyka) nic bardziej mylnego.

Pierwszy problem z którym się spotkałyśmy (bo mam jechać dwójką znajomych): brak osoby odpowiedzialnej za „Erasmus” Carrarze. Maila, którego miałam dostać z Włoch po miesiącu od odpowiedzi z biura uniwersyteckiego (czyli jakoś w kwietniu/maju), dostałam we wrześniu, po upominaniu się o niego mailowo przez dwa tygodnie codziennie (u koordynatorki, która już się pojawiła).

W Cararze akademia nie udostępnia akademików osobom przyjeżdżającym na Erasmusa. Jest to dla mnie co najmniej śmieszne, bo w większości krajów tak nie jest, ale stwierdziliśmy dobra, poszukamy czegoś sami. I tutaj kolejny problem – ceny i generalny brak mieszkań na wynajem. Nie wiem jak w innych miastach Włoch, ale w samej Carrarze jak już coś znaleźliśmy, to było zazwyczaj kilka opcji: a) nikt nie odbiera, b) nikt nie mówi po angielsku, c) nie chcą wynajmować na krócej niż 6 miesięcy, d) nie chcą wynajmować erasmusom i e) (co mnie najbardziej zdziwiło) nie chcą wynajmować parom (czyli znajomym, z którymi mam jechać).

Trzecim i mam nadzieję ostatnim większym problemem jest dojazd, ale ten jest mocno uzależniony od zakwaterowania. Nie ma gdzie spać – nie możemy jechać, więc nie mogliśmy sobie zarezerwować biletu lotniczego.

Ostatecznie mamy jechać samochodem, ale jeszcze nie wiemy czyim (jeden jest u mechanika, drugi potrzebuje mehanika, a od trzeciego nie ma na ten moment dowodu rejestracyjnego). Bedziemy przez pierwsze dwa tygodnie na pewno, mieszkać u rodziny koleżanki (5godzin drogi do miasta marmuru). A co do dokumentów, to jak się uda to będą, jak nie to będziemy się martwić wtedy.

Nie wiem czy to wszystko Was zniechęciło do Erasmusa, czy może wręcz przeciwnie, ale jak nie Włochy to mogę w imieniu dwóch koleżanek polecić Wam Czechy (dogadacie się bez problemu i wzystko jest załatwione na czas).

Pewnie osoby zajmujące się organizowaniem takich rzeczy na codzień, powiedzą, że dramatyzuję. Może tak, ale spróbujcie najpierw robić to co robicie, ale z Włochami.

Małgorzata Miś

fot.: https://szkolenia-erasmus.org

Udostępnij post

Przejdź do treści