Stand-up Abelarda Gizy

Pomimo rozpadu Kabaretu Limo wciąż rozśmiesza publikę wprost ze sceny. Filar oraz dumny przedstawiciel polskiej sceny stan-up’owej – Abelard Giza, zawitał w opolskim klubie Zebra ze swoim najnowszym programem – Ludzie trzymajcie kapelusze.  

Występ Abelarda Gizy w Opolu od samego początku wydawał się być sukcesem. Bilety rozeszły się w zaledwie kilka dni, a przez ostatni tydzień, raz po raz, na internetowym wydarzeniu widać było wpisy chętnych do odkupienia wejściówek nawet za wyższą cenę. Po wejściu do lokalu w oczy rzucała się ilość miejsc siedzących przygotowanych dla fanów. Od długich ław, przez pojedyncze krzesła, stołki, aż po stojące przy barze hokery odwrócone w kierunku sceny. Było to uzasadnione działanie, gdyż kilkanaście minut przed planowanym rozpoczęciem wszystkie te miejsca zostały zajęte co do jednego.

20161213_200856120161213_2025381

Pierwszy na scenę wyszedł Janusz Pietruszka tłumacząc, że przed gwiazdą wieczoru pojawi się dwóch supportujących. Po chwili ujawnił, iż jednym z nich jest on sam i spędzi z widownią trochę czasu. Nie obyło się bez żartów na temat swojego imienia oraz tematu „typowego Janusza”. Kolejnym stand-up’erem, który powitał opolską publiczność był Tomasz „Boras” Borkowski. Publika miała okazję usłyszeć anegdoty dotyczące jego życia rodzinnego oraz opieki nad swoją małą córeczką. W międzyczasie poruszone zostały również tematy katastrofy smoleńskiej oraz prawdziwego mięsa i parówek. Po tych jakże różnotematycznych monologach, ogłoszona została krótka przerwa na „kawę, jedzenie i papierosa – w dowolnej kolejności”.

Nerwowe oczekiwanie dobiegło końca, gdy gwiazda wieczoru weszła na scenę. Oklaski powitalne trwały na tyle długo, że Abelard Giza sam je przerwał rozpoczynając monolog. Początkowo została zwrócona uwaga na wystrój oraz nazwę lokalu – Zebra, którą występujący, cytując Rucińskiego, regularnie nazywał „żyrafą”. Następnie rozpoczęła się prawidłowa część występu prezentująca program Ludzie trzymajcie kapelusze. Nazwę, jak się okazało, wymyśliła córka Abelarda, za co otrzymała drobną opłatę. Widownia usłyszała również wizję symulacji walki o bilety w świecie bez internetu, plan jak zakatarzone dziecko może wpłynąć na skład parlamentu oraz partii rządzącej czy tajemnicę sensu zabijania jeża.

Co ciekawe, przy barze siedziała grupka mężczyzn poprawiająca komika za każdym razem, gdy ten popełnił błąd językowy. Po kilku wytknięciach Abelard sam zaczął wyłapywać swoje wpadki i zwracać się bezpośrednio do „loży szyderców” czyniąc z nich dodatkową postać w swoim show. Po występie publika owacjami namówiła Gizę do ponownego wejścia na scenę, lecz ten nie miał nic przygotowanego na taką okoliczność. Jak sam powiedział, pierwszy raz zdarzyły mu się bisy podczas trasy, wszystkie nowe monologi już przedstawił, a starych nie lubi powtarzać. W zamian zaprosił ponownie na scenę Janusza Pietruszkę, po którego krótkim występie i wyjątkowo długich brawach zebranych, ludzie zaczęli rozchodzić się do domów. Jak widać scena stan-up’owa zarówno w całym kraju jak i w Opolu ma się na prawdę dobrze, a charakterystyczne, ostre poczucie humoru ma swoich zwolenników.

 

Relacja: Patryk Korzec
Zdjęcia: Julia Kędziora

 

Udostępnij post

Przejdź do treści