Są takie formacje, które – mimo że nie cieszą się jeszcze dużą popularnością i otwierają dzień koncertowy – potrafią w fenomenalny sposób zaprezentować swój styl muzyczny. Tym właśnie zespołem było Meteoroids, które nie po raz pierwszy pojawiło się w Opolu i po raz kolejny zrobiło świetne wrażenie na zgromadzonych słuchaczach.
Następnie frontman grupy krzykiem: „Siemanko Opole!” rozpoczął całe widowisko, a pierwszą kompozycją był Koniec, który paradoksalnie stał się początkiem rockowej drogi muzyków na Piastonaliowej estradzie. Z kolei drugi wykonany utwór, Zapomnij, posłużył za pretekst do aktywizacji publiczności, żywiołowo klaszczącej w dłonie na różnorakie zawołania wokalisty.
Jestem rzeką, czyli trzecia zaprezentowana tego dnia aranżacja, stanowiła powrót do niedawnej historii Meteoroids. Artyści zaśpiewali ten numer na październikowej Giełdzie Piosenki Studenckiej jako cover z repertuaru formacji Mikromusic. Główny wykonawca nawiązał do tamtych wydarzeń, krótko wspominając o wszystkich nagrodach, jakie zgarnęli w trakcie tamtej imprezy. Poprosił także o brawa dla organizatorów tegorocznej edycji Piastonaliów.
Po tych wspomnieniach zaprezentowali jedną z dwóch angielskojęzycznych propozycji, czyli Space Cry. Choć warstwa muzyczna była nieco spokojniejsza od poprzedniczek, zachowała charakterystyczny, mocny, rockowy sznyt. Chwilę później nastąpił czas na krótki popis solowy w wykonaniu gitar elektrycznych, co z kolei dało impuls do dalszej zabawy pod sceną i wspólnego klaskania.
Po kolejnej piosence zatytułowanej Nieznany przyszedł czas na drugą i już ostatnią propozycję w języku angielskim, noszącą tytuł Say Yeah. Zanim jednak wybrzmiały pierwsze dźwięki, ekipa poprosiła tłum o to, by wielokrotnie wykrzyczał te słowa.
Finałowym akcentem było Uratuj mnie. Po raz kolejny fani wykazali się ogromną energią – wokalista zachęcił ludzi do skakania, oklasków, a później także do rytmicznego podśpiewywania „na na na na”. Wyjątkowości temu występowi dodawał fakt, że piosenkarz zszedł wprost do pierwszych rzędów, śpiewając, przybijając piątki i uśmiechając się.
Choć cały koncert trwał niecałe 45 minut, zrobił na każdym piorunujące wrażenie i z pewnością można żałować, że Meteoroids na dłużej nie zagościło na studenckim święcie muzyki.
Mateusz Gruchot
fot. Mateusz Gruchot