Premiera odbyła się w dzień kobiet, a „Śluby Panieńskie” na stałe zagościły na afiszach. W tym przedstawieniu twórcy postanowili nie zawierać lalek i zmienić miejsce akcji z panieńskiego dworku, na kuchnie.
Reżyser spektaklu, Piotr Aigner docenił komediowy styl Fredry i nie odszedł od jego dramatu za daleko. Bohaterowie, których oglądać możemy na scenie, mają charakterystyczny dla dramatopisarza cięty język i zajęci są przede wszystkim intrygami. Zabieg, na który zdecydowali się twórcy, skłonił nas żeby zapytać studentów co sądzą o zmianie miejsca akcji w interpretacji dzieł literackich.
— Ja jestem generalnie fanem rzetelnych adaptacji książek i tekstów, natomiast zauważyłem, że jest to całkiem popularne wielu spektaklach, zmienia się nie tylko miejsce, czas akcji, ale troszkę też fabułę. Moim zdaniem jest to w sumie dopuszczalne, bo teatr jest takim kreatywnym podejściem, takim czasem nawet wręcz abstrakcyjnym podejściem do danego tekstu. Nie jest to takie rażące – mówi Sebastian.
— Adaptacje książek na filmy, czy spektakle teatralne nigdy nie jest łatwą pracą. Jest wiele mankamentów, zaczynając od tego że, przede wszystkim musi to spełniać, jakby oczekiwania, jakieś wyobrażenia odbiorców i wiadomo, że w filmach to o wiele konkretniejsze wyobrażenie. Powiedzmy, że przy jakichś spektaklach, przy operach odbiorca ma inne oczekiwania – dodaje Zuzia.
Co ciekawe plakat do spektaklu zaprojektowała studentka 2 roku studiów magisterskich na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Opolskiego, Weronika Kuliberda.
Więcej informacji znajdziecie na stronie teatru TUTAJ.
Zuzanna Danik
Fot.: Opolski Teatr Lalki i Aktora/ Weronika Kuliberda